Ufff. W końcu udało mi się dotrzeć do domu. To był długi dzień. Męczący, ale i zaskakujący. Najpierw zaskoczył mnie klient.

Miałam dziś okazję przekonać się, że czasem pod maską odpychającego i niemiłego gbura kryje się ciekawy człowiek.
Wychodząc z domu, zakłada maskę, by czuć się bezpiecznie.
Musi chronić swoje świeże rany… przed słońcem, bakteriami i przed ludźmi. Potrafi cie to sobie wyobrazić? Wrażliwy, miły i raczej przystojny mężczyzna zostaje zdradzony i porzucony przez kobietę? Zimną sukę? Ja jakoś tego nie ogarniam.
Myślałam, że tylko faceci zdradzają, a tylko kobiety kochają naprawdę mocno… Później zaskoczył mnie Mężczyzna Mojego Życia. A może „były” mężczyzna? Sama już nie wiem, jaki jest jego obecny status. :) On chyba też się w tym gubi. Gdyby był kobietą, to pomyślałabym, że jest w ciąży! Skąd u faceta takie wahania nastrojów? Krzyczy, szydzi, obraża, zrywa ze mną. Tylko po co? Nie! Nie po to, bym się od niego odczepiła. Chwilę potem flirtuje, przygląda mi się tymi swoimi maślanymi oczami, wciąga mnie do łóżka.

O co mu chodzi? Nie wiem. Nie mam pojęcia, co dzieje się teraz w jego głowie. Ale wiem jedno. On musi mnie kochać. Gdyby nie kochał, nie byłby taki zazdrosny.
Wpadł dzisiaj do kawiarni, w której schroniłam się z klientem, by przeczekać godzinę do kolejnego spotkania. Spojrzał na nas wzrokiem mogącym zabić. Wypiął dumnie pierś, wyszczerzył kły i zaczął mi okazywać czułość. Buziaczki. Miziaczki. Przytulaczki.
Mój Mężczyzna? Sama nie mogłam uwierzyć! Przecież on nigdy w życiu nie robił takich rzeczy PUBLICZNIE. Dla niego publiczne okazywanie uczuć jest niemęskie… Było, zanim jego oczy nie
przysłoniła żółta bestia zwana zazdrością.