… na szczęście.

Nigdy nie zgadłabym oglądając swoje życie zza szyby, że to właśnie z Nim połączy mnie coś niesamowitego, coś o czym zawsze marzyłam.

Gdyby nie „incydent” z ciężarną narzeczoną mojego byłego minęłabym Go, zupełnie nie zwracając uwagi na jego ciepło, wrażliwość i uśmiech… Uśmiech, którym mnie w końcu zaczarował.

I wiecie co? Mówię … to znaczy piszę to bardzo nieśmiało … ale jestem …. szczęśliwa. Nauczyłam się kochać siebie. Kocham życie. I swoje odbicie w jego uśmiechniętych oczach.